“Los musimy mieć w swoich nogach i rękach.” – Kamil Kosut po wygranej z Sokołem

Pewna pierwsza połowa i nerwowa druga część gry. Tak w skrócie można opisać wygrane wynikiem 2:1 spotkanie KKS-u Kalisz przeciwko drużynie Sokoła Kleczew. Tuż po meczu poprosiliśmy o komentarz Kamila Kosuta, bramkarza “Trójkolorowych”, który swoją pewną postawą między słupkami, zapewnił komplet punktów “niebiesko-biało-zielonym”.

Jak kaliski goalkeeper ocenia boiskowe wydarzenia?
– Bardzo trudny pojedynek. W pierwszej połowie mieliśmy parę dogodnych sytuacji i już w tej części gry mogliśmy zakończyć rywalizację. Gdybyśmy zdobyli z jedną, dwie bramki, druga połowa byłaby już pod nasze dyktando i zdecydowanie mielibyśmy więcej spokoju, a tak nerwowo było do samego końca. Przeciwnik poczuł “wiatr w żagle” po strzeleniu gola. Brawa dla bramkarza gości, który utrzymywał zespół swoimi interwencjami. Sokół przez cały pojedynek wiedział, że mogą wyszarpać choćby punkt, dlatego chwała i gratulacje dla naszych chłopaków, że dowieźli wynik. – stwierdził Kamil Kosut, bramkarz KKS-u Kalisz.

Zapytaliśmy także piłkarza o sytuację kaliskiego klubu w tabeli III ligi grupy 2. Przypomnijmy, że podopieczni Ryszarda Wieczorka obecnie są wiceliderem rozgrywek.
– Cały czas mamy kontakt z czołówką. Ważne, aby kolejne starcie na szczycie, przeciwko Raduni Stężyca, wygrać i wtedy, przy porażce Mieszka Gniezno, ponownie wskoczymy na fotel lidera. Los musimy mieć w swoich nogach i rękach. – skomentował goalkeeper “Trójkolorowych”.

Kamil Kosut, początek sezonu, spędził na ławce, jako zawodnik rezerwowy. Dopiero od spotkania 12. kolejki z Chemikiem Police, jest on piłkarzem podstawowej jedenastki. Co czuje, powracający między słupki, kaliski bramkarz?
– W poprzednim sezonie czekałem na grę jeszcze dłużej, bo ponad 20 kolejek, ale taka jest rola goalkeepera. Ciężką pracą, walczę o swoje miejsce w bramce. Dziękuję trenerowi, że pozwolił mi się zaprezentować. – podsumował na koniec rozmowy kaliski zawodnik.