“Musimy zachować chłodną głowę.” – wypowiedź Marcina Radzewicza po meczu z Kotwicą

39-letni Marcin Radzewicz kolejny raz udowodnił, że dla niego czas się zatrzymał. Podczas wczorajszego spotkania z Kotwicą Kołobrzeg był wyróżniającą się postacią w ekipie trenera Ryszarda Wieczorka, co dostrzegli również fani KKS-u Kalisz skandując głośno jego imię i nazwisko gdy w 75. minucie został zmieniony przez Daniela Stanclika.

– Owszem, cieszą nas statystyki. Dwa mecze, siedem goli strzelonych, jeden stracony, ale to jeszcze nie daje nam awansu. Cieszyć możemy się dopiero w czerwcu przyszłego roku, a do tego czasu musimy mieć chłodną głowę. Sezon jest długi i nie popadajmy w niepotrzebną euforię – powiedział zaraz po meczu Marcin Radzewicz, który dołożył swoją cegiełkę do drugiej bramki zdobytej przez Mateusza Żebrowskiego.

 Wyniki pokazują, że droga, którą wszyscy obraliśmy się sprawdza, ale życie nie znosi monotonii dlatego musimy być czujni. Wiedzieliśmy, że Kotwica przyjedzie do Kalisza, żeby zdobyć jakieś punkty, a my im pokazaliśmy, że gramy u siebie. Od początku wyszliśmy wysokim pressingiem, nie kalkulujemy, znamy swoją wartość i chcemy w każdym meczu grać o pełną pulę.

Marcin Radzewicz opuścił boisko w 75. minucie, po tym jak zastąpił go Daniel Stanclik. Schodził z murawy przy głośnych okrzykach licznie zgromadzonych na trybunach kibiców skandujących imię i nazwisko skrzydłowego Dumy Kalisza, który mimo swojego wieku nadal utrzymuje bardzo wysoki poziom sportowy. – Dziękuję kibicom. To było bardzo miłe uczucie. Każdy trenuje po to, żeby grać. Ja chcę to robić jak najdłużej. Zdaję sobie sprawę, że konkurencja jest bardzo duża, ale to tylko buduje. Fajnie jest mieć poczucie, że zawodnicy, którzy wchodzą z ławki wnoszą nową jakość. Właśnie w tym tkwi nasza ogromna siła. Niezależnie od tego, kto pojawia się na boisku, musi dawać z siebie wszystko, bo tylko tą drogą dojdziemy do awansu – zakończył zawodnik KKS-u Kaliszu.